Atrakcyjność stref maleje w bardzo szybkim tempie. Inwestorzy się boją, że do 2020 roku nie wykorzystają ulg. Rozwiązaniem jest przedłużenie czasu działania stref, ale w zmienionej postaci.
Ministerstwo Gospodarki chce przesunąć termin zakończenia działalności specjalnych stref ekonomicznych, przypadający na koniec 2020 roku, jeszcze o pięć lat. Zamierza jednak zmienić ich obecny charakter. W resorcie trwają prace nad koncepcją przedłużenia funkcjonowania stref jako klastrów, które skupiałyby inwestorów działających w tych samych branżach. To jednak nie wszystko. Inwestycje byłyby także powiązane z otoczeniem poza strefą - innymi firmami, parkami naukowo-technologicznymi, wyższymi uczelniami, a nawet jednostkami samorządu. - Taki organizm oferowałby nie tylko ulgę podatkową, ale także dodatkowe korzyści ze współdziałania pomiędzy sobą różnych przedsiębiorców i instytucji - mówi wiceminister gospodarki Rafał Baniak.
Mogłyby to być np. wspólne projekty badawcze, jednolita polityka zaopatrzenia, płac, współpraca przy zdobywaniu informacji rynkowych bądź rozwiązywaniu problemów technologicznych. Baniak przyznał, że zmiana w obecnym systemie funkcjonowania SSE miałaby nastąpić w ciągu najbliższych dwóch - trzech lat. Dzięki temu strefy mogłyby działać przynajmniej do końca 2025 roku.
Wydłużenie funkcjonowania stref jest konieczne, jeśli mają one w dalszym ciągu przyciągać nowe inwestycje. Teraz atrakcyjność stref maleje tym szybciej, im bliżej do końca ich działalności. - Za dwa - trzy lata korzyści z wejścia do strefy mogą być nieodczuwalne. W tak krótkim czasie trudno będzie wypracować zysk pozwalający na wykorzystanie zwolnień podatkowych - tłumaczy Paweł Tynel z Ernst & Young. Przyznają to szefowie spółek administrujących strefami. - Inwestorzy zwracają uwagę na każdą wzmiankę o ewentualnym przedłużeniu działania stref. Gdyby tak się stało, mogliby uruchomić nowe przedsięwzięcia, dużo większe niż teraz - zapowiada prezes Pomorskiej SSE Teresa Kamińska.
Już dziś kilka stref ma wysoki stopień specjalizacji. Na przykład w strefie mieleckiej największą grupą inwestorów są firmy pracujące na rzecz sektora lotniczego. W pomorskiej, mimo wymieszania branż, coraz bardziej widoczna jest grupa firm skupiona wokół Gdańskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Z kolei w strefie katowickiej zdecydowanie dominuje motoryzacja: skupiła już 45 proc. działających tam firm, dała 50 proc. wszystkich miejsc pracy i pochłonęła 60 proc. całości nakładów. Dlatego strefa już teraz jest zainteresowana tworzeniem klastra. Jesienią utworzyła konsorcjum Silesia Automotive, w styczniu ma do niego przystąpić kilkanaście firm. - Chcemy zbudować platformę współpracy, która przyniesie korzyści uczestnikom konsorcjum - deklaruje prezes KSSE Piotr Wojaczek. Niewykluczone, że do konsorcjum przyłączy się strefa legnicka.
W koncepcji nowego systemu stref jest jednak jeszcze sporo niewiadomych. Należy do nich m.in. kwestia przyznawania samych ulg, jak i kręgu działających w klastrach firm, które byłyby ulgami objęte.
ŹRÓDŁO: Rzeczpospolita (rp.pl) http://www.rp.pl/artykul/563265.html